Czerpanie radości z nauki

 

Nie zawsze byłam piątkową studentką.

Na pierwszym i drugim roku studiów średnia oscylowała wokół 3,5, w kolejnym roku podskoczyła na 4,5, a na studiach magisterskich do rekordowego 4,71. Podczas tych pierwszych dwóch lat myślałam, że jestem głupsza i gorsza od kolegów, skazana na poprawki, mówienie głupot na ćwiczeniach i patrzących na mnie z politowaniem prowadzących. Taka była moja codzienność. Opuszczałam ćwiczenia, nie czytałam tekstów, nie uczyłam się, bo po pierwszej sesji okazało się, że to i tak nie ma sensu, oceny i moje samopoczucie wskazywały jednoznacznie, że po prostu nie nadaje się na studia. Najbardziej przybijające było to, że gdy pytałam ludzi z roku jak oni pracują na swoje dobre wyniki, odpowiadali mi „przestań, w ogóle się nie uczę, usiadłam dopiero wczoraj (i zaliczał/a na 4 lub – o zgrozo – na 5)”. W swojej naiwności i bezradności uwierzyłam, że dobre oceny i bystrość to coś „naturalnego”, ma się albo się nie ma. Ja nie miałam. Na III roku coś jednak „kliknęło”, zmieniłam system nauki, miałam po 100% obecności na większości zajęć, a naukę do egzaminów zaczynałam cztery, a nie dzień przed egzaminem.

Przyszły sukcesy. A z sukcesami dobre samopoczucie, wiara i radość z nauki. Radość to dla mnie synonim satysfakcji. Wiem, że ta orka na ugorze przyniesie efekt i nie tylko taki wymierny w postaci piątki, ale też da mi poczucie, że bardzo dobrze wykorzystałam swój czas, że to wszystko kiedyś do mnie wróci (tak, wierzę, że wyniki w nauce pozytywnie korelują z zarobkami – i niech sceptycy nie wyprowadzają mnie z błędu). Poza tym, to dopiero po osiągnięciu jakiegoś pułapu wysokich wyników zaczęłam kreatywnie myśleć, spełniać się poza szkołą, czytać więcej i mieć ochotę żyć!

A odnosząc się tak stricte do radości, to dawało mi ją wychodzenie poza temat podczas nauki, zadawanie sobie pytań, każda EUREKA! gdy dwa tematy niespodziewanie łączyły się w całość, gdy mogłam się wreszcie swobodnie wypowiedzieć. Wtedy łapałam flow i w najnudniejszych tematach znajdowałam jakieś ciekawostki, dawało mi to ogromną przyjemność, od której ostatecznie się uzależniłam <3 nauka nie jest nudna, nie jest przymusem, obowiązek szkolny kończy się gdy kończymy 18 lat (?) i o tym też zawsze sobie przypominam, gdy mam kryzys.

RELATED POSTS