Mam Zespół Aspergera – czyli kim jestem?

Jestem bardzo ciekawa Twojej przygody z ZA (sama obecnie pracuję z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum i brakuje mi dorosłej osoby, która powie mi co myśli), kiedy usłyszałaś diagnozę, czy chodziłaś na jakieś zajęcia terapeutyczne, jak kontakty z innymi, jak na tóżnych etapach edukacji 😄. Mam nadzieję, że nie potraktujesz tych pytań za zbyt nachalne, nie taki jest mój zamiar

Masz zeslol aspergera? moglabys opowiedziec jak to wplywa na Twoje zycie? czy sa jakies przeszkody, ktore spotykasz na swojej drodze, przez zespol? jestem mega ciekawa, pozdrawiam cieplo!

  • Zostałam oficjalnie zdiagnozowana w ciągu ostatniego miesiąca. Wcześniej miałam do czynienia z psychologami, jednakże nikt nie zauważył cech autystycznych. Raczej oceniano mnie (dosłownie oceniano) jako osobę leniwą, która lubi siedzieć w domu, a wyjścia do znajomych sprawiają jej dyskomfort, bo jest “wrażliwa”.
  • Moi bliscy nie wierzyli, kiedy przedstawiłam im swoją autodiagnozę, co tylko zmotywowało mnie do wizyty u specjalisty. Tu zaczęły się schody, bo o czekaniu roku na wizytę państwową nie było mowy (nawet nie wiem jak wygląda to w przypadku osób pełnoletnich), musiałam więc sfinansować diagnozę z własnej kieszeni (ok. 1400 zł). Cały proces trwał blisko 1,5 miesiąca, miałam 4 spotkania z psycholożką zajmującą się dorosłymi autykami, a następnie wizytę u psychiatry. Przeprowadzono testy inteligencji, przede wszystkim słownej, a także ogólny wywiad i kwestionariusz ASRS 6-18lat, który wypełniała moja mama (jest on eksperymentalnie wykorzystywany dla dorosłych, innych narzędzi na razie brak – przynajmniej w Polsce).

Dzień, w którym otrzymałam diagnozę był najpiękniejszym dniem mojego życia. Wreszcie okazało się, że wszystkie moje dziwactwa mają podłoże neurologiczne. A jakie konkretnie zachowania mam na myśli?

  •  po pierwsze od lat wiedziałam, że coś jest nie tak z moją skórą tzn. sądziłam, że jest to problem ze skórą, bo odczuwałam ból za każdym razem gdy ktoś lekko mnie dotykał (szczególnie znienacka). To ból fizyczny i dodatkowo ogromny dyskomfort, który trudno jest mi opisać słowami. Najgorsze jest głaskanie, a konkretnie przesuwanie przez dłużą chwilę po jednym obszarze skóry. Brrrr.... Nie oznacza to, że się nie przytulam, ani że nie dochodzi do kontaktu fizycznego z osobami mi bliskimi. Bolesny jest tylko ten typ "lekkiego" dotyku. 

To właśnie od niedotykalstwa zaczęła się moja autodiagnoza, ale żeby było chronologicznie napiszę o tym jak wspominam dzieciństwo:

  • nie byłam towarzyskim dzieckiem. Miałam swoją ulubioną zabawę pt. “sklep”, notatniki, portfeliki, długopisy i nic, ani nikt inny się nie liczył. Bardzo rzadko bawiłam się w wymyślane zabawy, nie wcielałam się w role, nie zależało mi na innych dzieciach. Kiedy dochodziło do kontaktu chciałam narzucać własne zasady np. gry, co kończyło się kłótniami i obrażaniem. Byłam określana jako dziecko wycofane, ale kłótliwe i z drugiej strony bardzo dojrzałe. Nie wspominam dzieciństwa źle, oprócz tego, że byłam nazywana starą-malutką. Zdecydowanie bardziej ceniłam sobie czas spędzony z dorosłymi. Chyba nie wyszło mi to na złe ;p 
  • moje największe marzenie z dzieciństwa? spotkać się z koleżankami po zakończeniu roku szkolnego i wspólnie zatopienie się w lekturze, którą otrzymałyśmy na koniec roku od nauczycieli. Raz do tego doszło, ale 9-letnia znajoma skapitulowała po 5 minutach. 
  • apropos, bardzo szybko nauczyłam się czytać i choć rozumiałam (rozumiem) każde zdanie po kolei, to trudno jest było (jest) mi zbudować całościowy obraz tekstu. Po prostu nie umiem wyciągać najważniejszych informacji (nawet dziś, w wieku 25 lat i po kilkunastoletnim treningu szkolno-uniwersyteckim). 
  • nie oglądałam żadnych dłuższych bajek, ani filmów. Nie wiem o czym są Król Lew i Pokahontaz. Nie mam pojęcia czy wiązać to "zjawisko" niechęci do fikcji z autyzmem, ale zostało mi tak do dziś, wolę dokumenty i literaturę faktu.
  • Jedynym szkolnym problemem było pisanie wypracowań, nie potrafiłam „lać wody” i każde zdanie spod mojego pióra było bardzo konkretne. Nie tworzyłam też płynnej narracji w mowie, zresztą z tym zmagam się do dzisiaj. Wszystkiego czego się dało uczyłam się mechanicznie, często bez dostatecznego zrozumienia. Deficyty językowe dotyczą też rozumienia przenośni, przysłów i wszelkiego rodzaju frazeologizmów. Przykładowo, gdybym nie poznała już wcześniej znaczenia: „im dalej w las tym więcej drzew” to widziałabym tylko drzewa i nic więcej. ALE! Gdybym chciała spojrzeć na to z drugiej strony, to dziś doceniam swoje zdolności analityczne. Po prostu widzę co innego, nie pod klucz, ale czy to oznacza, że ze mną jest coś nie tak? może te odpowiedzi "ramowe" np. na maturze są błędne? ;[) A nauczycielki to na pewno nie były gotowe na taki poziom abstrakcji (choć dla mnie wszystko było logiczne) :)))))
  • kłótnie były znamienne dla moich kontaktów z równieśnikami aż do studiów. Nie wpisywałam się w towarzystwo, bo nie umiałam uprawiać “small talków”, a bez alkoholu na imprezie nie było mowy, bym do kogoś zagadała. 
  • ale jednak wychodziłam na spotkania z ludźmi. Po każdym z nich, następnego dnia, po prostu bardzo cierpiałam i tylko mama wiedziała o czym mówię. Do tej pory wspominam jej wzdychanie i słowa "ja miałam tak samo". Przed diagnozą nazywałam to uczucie kacem moralnym, ale teraz wiem, że było to po prostu przeciążenie. Jedynym stosowanym przeze mnie lekiem było leżenie w łóżku, co z kolei skłaniało do opinii, że jestem leniwa. 

*** jak wygląda przykładowe spotkanie z koleżankami?

Umawiamy się, choć ja już na wstępie zaczynam marudzić z terminem, bo po prostu nie chcę wychodzić, ale wiem, że wypada się spotkać. 

Dochodzi do spotkania, siadamy i zaczynamy rozmawiać. I teraz są dwa scenariusze, bo albo spotykam się z kimś 1 na 1 albo widujemy się w trójkę. Każde ma swoje wady i zalety.

1:1

minusy:

  • zagadywanie i szukanie tematów
  • mniejszy problem z wyborem miejsca spotkania 

plusy:

  • mam przestrzeń do opowiedzenia czegoś i nie muszę wpychać się w rozmowę, bo i tak nie wiedziałabym kiedy
  • wiem, że cała uwaga rozmówcy skupiona jest na mnie, więc nie muszę się denerwować i sprawdzać czy mnie słucha. To ogromny problem i powód nieopisywalnego przed diagnozą dyskomfortu. Ale o tym kilka linijek niżej.

1:2 

plusy:

  • mogę się w pewnym momencie wyłączyć z rozmowy (ze słuchania) i odpocząć

minusy:

  • jest mi trudniej kontrolować, czy dziewczyny słuchają. Właśnie. Często spotkania były dla mnie przykre, bo nie dostawałam żadnego pytania i czekałam prawie do końca spotkania, aż w momencie totalnej ciszy w końcu zostanę zapytana "A co u Ciebie?". Oczywiście zaczynałam wówczas udzielać odpowiedzi, ale było już za późno... byłam zmęczona i poddenerwowana (tym, że nikt nie interesował się moją obecnością przez 1,5 godziny)  i w dodatku pojawiało się takie przekonanie - jak już zaczęłam odpowiadać -  że nikt nie słucha. Szczerze mówiąc, to nigdy w życiu nie miałam poczucia, że ktoś z zaciekawieniem wysłuchuje co mam do powiedzenia, dlatego żeby skrócić swoje cierpienia (często również w rozmowach 1 na 1) po prostu mówię: "u mnie ok", "bez zmian", "zdarzyło się to, to, to i to i kropka". Czasami się rozgadam, ale po chwili znowu powraca to uczucie i zaczynam się gubić w myślach, potem w słowach, aż w końcu tak się zaplątuję, że milknę. Skąd poczucie bycia niesłuchaną? Prawdopodobnie wynika z tego, że nie odczytuję stanu umysłu innych osób (naukowo nazywa się to zaburzeniem teorii umysłu) i nie mam pojęcia jak zachowuje się człowiek zaangażowany w rozmowę. Jakakolwiek nie byłaby mowa ciała moich koleżanek (będą się na mnie patrzeć, potakiwać głową) nie odczytam tego jako jasny sygnał bycia słuchaną. (Nie wiem czy dobrze to interpretuję, to są tylko moje intuicje, nie konsultowałam się ze specjalistą, pamiętajcie).

Wracając do opowieści chronologicznej. Na studiach wszystko się zmieniło, bo właściwie można pójść na wykład i do nikogo się nie odezwać, nie siedzimy ze sobą w klasie dzień w dzień. Ale nasilił się inny problem, a mianowicie wszystkie szmery i pogaduszki ludzi, uniemożliwiały mi skoncentrowanie się. Mój mózg jest jak gąbka i chłonie z otoczenia każdy dźwięk, bez selekcji i podziału na ważne i mniej ważne. Prowadzący nie zwracają uwagi na gadanie, wychodząc z założenia, że kto chce ten słucha, kiedy mnie to autentycznie boli i natychmiast wzbudza agresję. Było także dużo lepiej pod względem znajomości i tu należą się ukłony ukochanej Mart, która sprawowała nade mną przez tyle lat opiekę. Zawsze pytała gdzie chcę usiąść, zagadywała ludzi, gdy nie wiedziałam co powiedzieć i robiła tysiąc innych mniejszych rzeczy, dzięki którym przeżyłam te 5 lat <3 Dziękuję.

Zmysły:

mam doskonały słuch i z tego powodu dość cicho mówię, bo – ponownie – podniesienie głosu boli. Wspomnę też o bardzo dobrym węchu. Jeżeli chodzi o smak, to nie korzystam z przypraw (oprócz soli) i nie jem, i nie piję nic gorącego. Do tego dieta jest dość restrykcyjna, już wspominałam wam kiedyś, że jem tylko kilka potraw na zmianę, bo nigdy się nimi nie nudzę. Według mnie ma to same plusy, nie muszę się nad przygotowywaniem jedzenia głowić 🙂

Rytuały

To podstawa mojego bycia. Robię codziennie wszystko w tej samej kolejności, mam też wyznaczone dni na konkretne aktywności np. dni, w które robię zakupy. Zdarza się, że coś pójdzie nie tak i na przykład muszę pojechać do supermarketu w inny niż wcześniej ustalony dzień i wpadam w panikę. Moi bliscy już wiedzą, że najlepiej jest wtedy dać mi 15 minut na przyzwyczajenie się do myśli o wyjściu. Jeżeli chodzi o innego rodzaju wizyty to ja po prostu się do nich przygotowuję, oglądam zdjęcia miejsc, do których się wybieram w internecie, jeżeli chodzi o restauracje to czytam menu dostępne w sieci, ale też układam przed spotkaniami hipotetyczne dialogi – i to wszystko koniecznie z kilkudniowym wyprzedzeniem.

Nie znoszę odwiedzać nowych miejsc, raz wybranemu będę wierna bardzo długo. Lubię przewidywalność. 

Żarty

Nie rozumiem klasycznych żartów, nie opowiadam ich, zawsze przyjmuje wszystko śmiertelnie poważnie. Ale oczywiście tworzę swoje "żarciki"? uwielbiam np. gry słowne. Uważam się za osobę bardzo wesołą 🙂 (pytałam, moi bliscy też mnie tak postrzegają)

Zaburzenia prozodii wypowiedzi

Mam specyficzny ton głosu, często piszecie, że fajny, ale on jest po prostu „bez emocjonalny”, monotonny.

Prawda

Zawsze mówię prawdę, często nie zdając sobie sprawy z tego, że kogoś urażę. Co oczywiste, nie potrafię również kłamać. EDIT: myślałam nad tym i jednak kłamię, ale tylko po to by siebie ochronić, np. gdy nie chce wychodzić wieczorem ze znajomymi oszukuję, że muszę coś zrobić, choć to nie jest prawda (pozdrawiam znajomych czytających ten wpis).

Odczytywanie emocji

Gdybyście się ze mną spotkali prawdopodobnie często pytałabym was, czy „wszystko jest ok?”, „jesteś na mnie zła/zły?”, „przepraszam, nie tak miałeś/aś to zrozumieć”. Po prostu nie wiem jaki ktoś ma nastrój, nie wchodzę w czyjeś buty. Spotkania z ludzmi sprawiają mi kłopot także dlatego, nie za bardzo umiem dialogować. Nie wiem kiedy mogę zacząć mówić, kiedy należy zmienić temat, co mam zrobić, żeby znajomi wiedzieli że ich słucham. Tzn. umiem, bo te spotkania się w końcu odbywają, ale muszę to kontrolować, nie ma "flow". Ponadto nie umiem parafrazować rozmów, czuję dyskomfort, gdy przychodzi kolej na to, by się na jakiś omawiany w towarzystwie temat wypowiedzieć. Słowa wypadają mi z głowy albo zapominam o czym w ogóle była mowa. Całe studia socjologiczne cierpiałam tortury, bo dużo się na nich dyskutuje, a ja natychmiast zapominałam co kto powiedział. Co gorsza, nie umiem syntetyzować myśli i mówić O OGÓLE. Dla mnie istnieją tylko szczegóły. Podobno trudno się ze mną przez to rozmawia, często dostaję komentarze typu: „nie mówisz na temat”, kiedy ja uważam, że to co powiedziałam jest sednem i właśnie trafiłam w punkt.

Nastrój

Odczuwam przede wszystkim jeden stan: neutralny. Gdybym miała dokładniej opisać jak to jest być neutralną, to po prostu nie czuje wtedy nic, jest pusto, ale przyjemnie i spokojnie. Gdy ktoś mnie pyta „co czujesz?” odpowiadam zgodnie z prawdą, że „nie wiem”, albo „nic”. Czasami się cieszę (np. nowym notatnikiem) i wtedy odczuwam euforię, ale za chwile mija i znowu jestem "nijaką" sobą :):):)

Kontakt wzrokowy

Nie patrzę na rozmówcę, kiedy mówię, bo gdy nasz wzrok spotyka, sprawia mi ból. Trudno inaczej opisać ten stan, zdaje sobie sprawę, że brzmi to dość dziwnie. Gdy nie mówię nie mam problemu z przyglądaniem się ludziom, jednakże jest to podobno wlepianie wzroku, a nie klasycznie rozumiany kontakt wzrokowy. 

Pamięć

Mam pamięć „filmową”, pamiętam fragmenty rozmów i to z najmniejszymi szczegółami, ale jak już wiecie, niesamowicie trudno jest mi zapamiętać materiał do nauki, bo ten jednym uchem wlatuje, drugim wylatuje.

Kameleon

Podobno bycie kameleonem jest techniką kobiet z autyzmem stosowaną do wypracowania reguł bycia w społeczeństwie. Jest to kolejny po nie tolerowaniu głaskania aspekt, który utwierdził mnie przed oficjalną diagnozą w przekonaniu, że mam Zespół Aspergera. Odkąd pamiętam naśladowałam ludzi, zapożyczałam sformułowania i akcent, patrzyłam jak się poruszają, o czym rozmawiają, czym się zajmują i po prostu włączałam te elementy w swoje życie. Jeżeli znalazłam coś co przypadło mi do gustu, to to po prostu już zostawało ze mną na zawsze. (Nie bez powodu często błędną stawianą diagnozą przed odkryciem tej właściwej, czyli autyzmu, jest  "osobowość typu borderline"). 

Czyli Twoja „niechęć” i „zmęczenie” ludźmi to wynik aspergera?

Tak, przebywanie z ludźmi wymaga ode mnie nieustannego skupienia i kontroli. Muszę uważać, by słuchać, by zagadywać w odpowiednich momentach, nigdy nie jestem na luzie. Ponadto tam gdzie ludzie, tam tysiąc różnych dzwięków, które są dla mnie bardzo męczące, Każde zetknięcie się z drugim człowiekiem, nawet panią z warzywniaka jest dla mnie dużym przeżyciem, po którym muszę odsiedzieć sama w ciszy i się uspokoić. Mam gorsze i lepsze dni, czasami przebiegnę "maraton" spotkań z ludźmi, a czasami upadam po pierwszym kroku. 

A reakcja mamy/taty? Nie podejrzewali nic?

Nie. Pod wieloma opisanymi wyżej względami jesteśmy z mamą identyczne, podejrzewam więc, że również ma Zespół Aspergera i  uważała moje zachowania za normalne, skoro sama takie przejawiała. Uśpiona czujność.

Czyli twój fetysz notatnikowy ma swoje źródło

Zdecydowanie tak! :0

W jakich sklepach najczęściej kupujesz ubrania? Nawet jeśli online to robisz

Nie wiem czy to pytanie odnośnie ZA, ale być może przypadkiem się wpisuje w temat. Nie noszę bowiem obcisłych podkoszulek/bluz/kurtek. Natychmiast robi mi się gorąco i jest to bardzo niewygodne. Zakupy robię tak rzadko jak się da i nie w weekendy. Nie mam ulubionego sklepu, ważne żeby nie grała głośna muzyka i przymierzalnie były przestronne, z jakimś normalnym światłem.

Dziękuję Ci za szczerość i wpis dotyczący AZ. Zastanawiam się jednak, jak poradziłaś sobie na socjologii, mając spore problemy z kontaktami z innymi. Sama zastanawiam się nad tym kierunkiem - bardziej hobbitycznie lub dodatkowo, jestem powoli na finiszu innego kierunku, po prostu bardzo interesują mnie kwestie poruszane przez socjologów - jednak obawiam się mocno, że to nie dla mnie. Nie mam stwierdzonej żadnej podobnej choroby, jednak mam spore problemy, jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Jestem bardzo nieśmiała, ciężko mi się rozmawia z ludźmi, jestem dość mocnym introwertykiem. Czy taka osoba ma jakiekolwiek szanse na bycie socjologiem?

Mam problemy w kontaktach z innymi ludźmi, jednakże nie jest tak, że z nimi w ogólnie nie rozmawiam. Mam znajomych, śmieję się, czasem chodzę na imprezy, lubię też rozmawiać (ALE to wszystko jest okupione ogromnym wysiłkiem, który potem muszę "odchorować" sama, w domu). Na socjologii znalazłam swoją niszę, przeprowadzałam wywiady biograficzne, podczas których tylko czytałam preambułę, reszta należała do rozmówcy, nawet nie mogłam mu przerwać narracji (metoda Fritza Shutze - gdyby ktoś był zainteresowany). Ponadto na socjologii głownie czyta się teksty, a poźniej je na zajęciach omawia, udzielałam się więc dzięki wcześniejszemu przygotowaniu. Jak już jakaś myśl podczas czytania wpadała mi do głowy, to sobie ją zapisywałam, a później na zajęciach wygłaszałam. Zazwyczaj nie było to nic oryginalnego, nie umiem bowiem przeskakiwać między tematami dokonując jednocześnie ich syntezy, ale zawsze coś tam wydukałam. Na socjologii najwięcej przekazuje się w formie pisemnej, także na Twoim miejscu w ogólnie nie miałabym obaw. (Miałam na roku dziewczynę, która podczas 5 lat nie odezwała się na zajęciach słowem, ale za to pięknie pisała i nigdy żaden prowadzący nie zwrócił jej nawet uwagi). 

Czy denerwuje cię to jak osoba, z którą rozmawiasz np.,powtarza notorycznie jedno słowo lub poprawia włosy?

Rozmyślałam nad tym pytaniem bardzo długo i nie mogę sobie do tej pory uświadomić, co przeszkadza mi w ludziach. Nikt z moich znajomych nie poprawia sobie notorycznie włosów (choć obserwuje to na InstaStory i wtedy rzeczywiście natychmiast przestaje je oglądać), ani nie powtarza notorycznie słów. Denerwuje mnie na pewno dzieci, bo są bardzo nieprzewidywalne i co jakiś czas zaczynają wrzeszczeć albo płakać, co doprowadza mnie do szału, aż zaczynam się cała wewnętrznie trząść. Nie akceptuję też ludzi, którzy są nazbyt ruchliwi, np. w liceum skarżyłam się nauczycielowi, że podczas klasówki dziewczyna z ławki co chwile ścierała coś gumką. Nie lubię jak ktoś czegoś ode mnie chce, gdy jestem skupiona, wtedy też robię się agresywna (tzn. jestem wówczas niemiła, nie stosuje przemocy fizycznej, choć często mam ochotę). Nie lubię ludzi z piskliwym głosem, a najwięcej mam wśród znajomych osób z piękną barwą głosu, często niższą niż przeciętna. Jak widzisz, trudno powiedzieć co konkretnie mi przeszkadza, po prostu mam w sobie jakiś radar, od dziecka rozpoznawałam w ciągu sekund, czy ktoś przypada mi do gustu czy nie (czyt. czy będzie dawał mi przestrzeń i spokój, czy będzie przekraczał wszystkie możliwe granice).

Droga Psycholko, a co w sytuacji, kiedy widzę w sobie cechy charakterystyczne dla Aspi, ale jednocześnie jest we mnie sporo cech neurotypowych? Mam swoje różne dziwactwa (wysoce rozwiniętą komunikację językową, maniakalne wręcz zainteresowanie tematem, które czasem jednak zanika, wręcz nerwica natręctw). Kiedyś nawet widziałam opinię, że "mam ciekawy sposób bycia", występują u mnie różne somatyczne objawy jak np. ślady na skórze po delikatnym dotknięciu, ale jednak nie mam problemu z "laniem wody", umiem interpretować wiersze, jednocześnie prosząc rodzinę o kierowanie konkretnych komunikatów, by nie musieć się domyślać, o co chodzi. Uwielbiam kontakt z ludźmi, rozmowy sprawiają że czuję się potrzebna, jednak odczuwam po kilku dniach zmęczenie tym. Wydaje mi się, że tak ma jednak każdy. Czy warto byłoby się zainteresować diagnostyką w kierunku ZA w przypadku tak zawężonego spektrum objawów? Czy może sobie parę rzeczy wyolbrzymiam?

To jest bardzo dobre pytanie, na które nie mogę odpowiedzieć, bo gdybym powiedziała tak lub nie, to zrobiłabym Ci pewnego rodzaju krzywdę. Ale jest ono jak wspomniałam trafne, bo dzięki temu mogę odpowiedzieć również i na to:

W mojej klasie jest dziewczyna z zespołem Aspergera dlatego gdy dowiedziałam się, że ty również go masz byłam lekko zdziwiona. Wiem, że tego typu choroby nigdy nie są u każdego takie same jednak moja koleżanka jest bardzo agresywana. Ostatnio kopnęła mojego kolegę w twarz, uderzyła nauczyciele drzwiami i złamała jej rękę. Psycholog z naszej szkoły mowi nam, że "tak wyglada ta choroba". Nie rozumiem dlaczego tak mowi. Na pierwszy rzut oka widać, że taka nie jestes.

Moja odpowiedź będzie mało precyzyjna i mętna, bo sami naukowcy powoli odżegnują się od klasyfikacji Zespołu Aspergera, na rzecz Zaburzeń ze Spektrum Autyzmu (taką informację dostałam od Pani Psycholog, choć dyskusja na ten temat się dopiero toczy). Uważam jednak, że ta druga klasyfikacja świetnie ujmuje clue obu powyższych pytań, a kluczowe jest owo słowo "spekturm". Oznacza to, że u każdego występują różne deficyty z różnym nasileniem. Nie ma dwóch takich samych osób z autyzmem, ani z aspergerem i nie można powiedzieć, że skoro ktoś umie się zachować wśród ludzi i ich nie bije, to ZA/autyzmu nie ma. Jeden będzie krzyczeć, zatykać uszy i chować się pod biurkiem, inny, tak zwany "wysokofunkcjonujący" założy słuchawki wyciszające i wsiądzie do autobusu pełnego ludzi. 

A teraz może trochę o plusach!

Hej, nie mogę znaleźć w internecie rzetelnych informacji. Chodzi mi o to jak osoba z chorobą Aspergera sobie radzi w życiu oraz to czym tak naprawdę rożni się od zdrowych ludzi, bo zachowujesz się zupełnie normalnie.... Mam nadzieję, że nie uraziłam Cię tym pytaniem 🙁

Po pierwsze, autyzm nie jest chorobą. Radzę sobie w życiu dobrze, przeżyłam 25 lat bez diagnozy. "Zachowujesz się normalnie", jak się domyślam, odnosi się do tego, że mówię, jestem ubrana, nie siedzę w kącie i nie kiwam się na boki 🙂 Trudności są - w moim przypadku - subtelne. Tak jak opisałam wyżej, nie lubię wychodzić z domu, szybko męczę się ludźmi, nie lubię nowych miejsc, uwielbiam rutynę i źle znoszę zmiany w życiu. Może mam też trochę inny styl myślenia (tak jak opisałam wyżej, trudności pojawiają się, gdy w rozmowie uczestniczy kilka osób). Co do dziwactw, to moi znajomi określają je następująco: "zachowania specyficzne dla ciebie", traktują to na zasadzie ekscentryzmu, sama nie wiem. Ale żeby nie było tak smutno... autyzm to nie tylko deficyty, widzę mnóstwo zalet. Czuję się pozytywnie inna, obserwuję sobie świat pod innym kątem, skupiam się na rzeczach, których inni nie widzą. Lubię siedzieć sama i rozmyślać. Mój świat wewnętrzny jest naprawdę bardzo bogaty i oprócz tego, że to piękno czasami jest przesłaniane przez sytuacje społeczne i "małe traumy" z nimi związane, to jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem 🙂 nie potrzebuje nikogo, żeby czuć się pełna, ani znajomych, ani partnera (a mam wrażenie, że taki jest wzorzec w świecie). Zamiast upić się na imprezie, otulam się kocem i zostaje w domu, ja tu widzę same plusy 🙂 i nigdy przenigdy nie czuję się samotna.  Wspomnę też o wytrwałości i uporze. Gdy coś mnie zainteresuje, to zagłębiam się w zadanie na nieograniczoną ilość czasu. Poza tym, interesuje mnie dosłownie WSZYSTKO, jestem otwarta, uwielbiam mądrych ludzi, którzy dzielą się wiedzą i tylko z takimi spędzam czas. Paplanie bez sensu w ogólnie mnie nie interesuje, nudzę się po 1 minucie. Wydaje mi się także, że posiadam zdolność do cieszenia się z małych rzeczy (choć dla mnie dużych), np. z zapachu powietrza po deszczu, z chmur na niebie i z księżyca, z ładnego kształtu drzewa i to codziennie (ale, czy my nadal jesteśmy przy autyzmie ;p;p;p?).