Rozprawmy się z tematem wrześniowych zaliczeń.

Weź głęboki oddech.

Albo nie, nie bierz i w ogóle darujmy sobie ten budujący napięcie wstęp. Masz poprawkę (zaległą pracę czy egzamin) to fakt. Zamartwianie nie sprawi, że poczujesz się lepiej. Odsuwanie od siebie myśli o egzaminie nie sprawi, że poczujesz się lepiej.

Masz się czuć się dobrze ze sobą i mieć dobre zdanie na swój temat nawet gdybyś we wrześniu miała poprawiać 10 egzaminów. Nie ma też znaczenia dlaczego do września doszło. Może byłaś wyczerpana w sesji, może się nie przyłożyłaś, a może zrobiłaś co mogłaś, ale prowadzący okazał się mieć inne oczekiwania. Jesteś bogatsza o to doświadczenie i nie taplaj się w negatywnych myślach na swój temat. To potrafią robić wszyscy. Użalanie się nad sobą jest najłatwiejszą czynnością na świecie i jednocześnie cholernie trudno z niej zrezygnować. Byłam tam (często jestem) i wiem jak myśli pędzą jedna za drugą. Dziwnym trafem wszystkie bardzo negatywne. Gdyby ludzie potrafili tak samo nakręcać się na pozytywy jak na negatywy to… pewnie ludzkość już by nie istniała, ale mniejsza  z tym. Przygotujmy Cię do egzaminu.

Zacznę od tego, że tak naprawdę nie masz się czym denerwować. Rozłóżmy czas przygotowań na kawałeczki.

Jeżeli podczas robienia listy będziesz miała problem, zaczniesz negatywnie siebie oceniać, to odetnij się za pomocą następującej myśli (to tylko z pozoru wydaje się śmieszne): "Szykuję listę zadań dla koleżanki z roku, bo poprosiła mnie o pomoc w przygotowaniu do zaliczenia". 

  1. Wylicz dni do egzaminu (załóżmy, że zostało Ci 20 dni).
  2. Spisz absolutnie wszystkie materiały, które uważasz za niezbędne. Na przykład:
    • podręcznik, 320 stron
    • fragment książki 50 stron
    • artykuł 20 stron
    • notatki z podręcznika 90 stron
    • notatki z wykładów 70 stron
  3. Wylicz sumę: tu 550 stron

4. Wyznacz termin do którego chcesz mieć przeczytane wszystkie materiały. Na przykład: „Chcę mieć to za sobą za 10 dni”. Dziennie powinnaś więc przeczytać 55 stron materiałów. W zależności od Twojej metody nauki, podczas czytania będziesz robić notatki, mapy myśli, zakreślać co potrzebne, czy powtarzać w inny sposób. Oczywiście już samo zapoznawanie się z materiałami możesz przeplatać sesjami powtórkowymi z tego co zapamiętałaś. Dzięki temu jeszcze lepiej przyswoisz wszystkie informacje.

5. Pozostałe dni do egzaminu (w omawianym przypadku 10 dni) poświęcisz na powtórki tego co przeczytałaś i tego co podczas czytania uznałaś za ważne.

Twoim zadaniem jest wdrożenie w życie takiego planu, który w 100% dopasujesz do siebie. Będziesz odpowiednio manipulować liczbą niezbędnych materiałów do przeczytania czy dni przeznaczonych na powtórki.

Im bliżej egzaminu, tym bardziej skup się na tym, by Twoje notatki miały formę "pigułki". Przy mniejszej objętości uzyskasz więcej korzyści. Zresztą... na chłopski rozum, ogarnięcie 30 stron skondensowanych notatek wydaje się bardziej prawdopodobne, niż 300 stron podręcznika. Zależy od Ciebie, czy takie pigułki wiedzy stworzysz sama, czy może zdobędziesz notatki od znajomych, którzy egzamin zaliczyli. Powinno być też jasne, że im później rozpoczniesz naukę, tym mniej miejsca będziesz mogła poświęcić na odbieganie od tematów poruszanych na wykładach i pogłębianie wiedzy zgodnie z własnymi preferencjami i ciekawością. To jest minus. Z drugiej strony im bliżej egzaminu tym większa koncentracja – tak mówią – choć ja przed egzaminami zazwyczaj płakałam i leżałam, więc o produktywności nie było mowy.

Na koniec coś co powinnaś wbić sobie do głowy:

Skoro zdałaś inne egzaminy, to dlaczego nie miałabyś poradzić sobie z tym poprawkowym?